Dopadła nas kolka...
Cześć
Początkowo miał to być post o
diecie i jak mamuśka wraca do formy. Były wyliczenia zapotrzebowania
energetycznego, były przepisy, były zdjęcia, było menu pełne zdrowych i nieszkodzących
maluszkowi dań, no właśnie… nieszkodzących.
A skończyło się na kilku
nieprzespanych nocach. Dziecko przebrane, nakarmione, płacze w niebogłosy
podkurczając nóżki, prężąc się… brzuszek twardy… i tak przez 2-3 godziny.
Zasypia, żeby za godzinę rozpocząć wszystko od nowa. Dziecko bardzo się męczy,
matka płacze. Po konsultacji z pediatrą
potwierdzone, że kolka. Maluszek ma łykać Delicol, mamy masować mu brzuszek, a
matka ma właściwie nic nie jeść. Na razie efekty średnie, a ja?
No właśnie matka…matka pada z
wyczerpania i głodu. Chciała wrócić do wagi to wróciła (został mi kilogram,
który pewnie jest w cyckach), ale nie przez głodówkę, którą mi zafundowano. Ja,
która mogłabym żywić się wyłącznie przetworami mlecznymi, surowymi owocami i
warzywami nie mogę nic tknąć. O surowych owocach wiedziałam, ale jogurty,
serki, twarożki, warzywa :-( W tej chwili to już nie mam pojęcia, co jeść…
chyba nic, co smakuje. Jak będę tracić na wadze w takim tempie jak teraz to
niedługo zniknę. Ale czego nie robi się dla dziecka…
![]() |
Smacznego :-) |
Może znacie jakieś fajne przepisy
na dania z niczego, albo sprawdzone metody na kolkę?